Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/defendere.w-japonia.sejny.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server865654/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server865654/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server865654/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server865654/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server865654/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server865654/ftp/paka.php on line 17
y.

Tak, Sylwia wiedziała, że Richard nie był bez wad, ale nawet jej

moment zamknęła oczy.
zaatakował akurat teraz? Dlaczego akurat siostry Springer? Kim jest, do cholery? Kiedy
zasługuje. Że dąży do samozagłady. Co za bzdura.
– Niezły – stwierdził Bentz ironicznie.
– Akurat dziś zabrakło mi wołowiny i kapusty.
Przez chwilę nie mogła się ruszyć.
szyjach widniały sińce i zadrapania. Leżały twarzami do siebie, w otwartych oczach odbijał
Reed zastanawiał się nad tym, co usłyszał. Morrisette, ta wygadana cwaniara, była świetną policjantką i znała się na swojej robocie. - Czy Montgomery miał alibi na noc pożaru? - Niepodważalne. Był w domu z Bernedą, tak przynajmniej zeznał. - A ona co mówiła? - Potwierdziła jego słowa, ale to schorowana kobieta. Chodząca apteka. Pewnie już z nim wtedy nie spała. Wiesz co myślę? Powiedziała, co musiała. Zamknęła prasie usta i uratowała męża przed krzesłem elektrycznym. Wątpię, czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy. - Jeszcze jedną colę? - Kelnerka podeszła do nich, lawirując między pustymi stolikami. - Tak. - A pan? - zwróciła się do Reeda. - Jeszcze jedno piwo? - Tak, poproszę. - Zaraz przyniosę. - Uśmiechnęła się do Reeda. - Leci na ciebie - zauważyła Morrisette, patrząc za długonogą kelnerką odchodzącą w kierunku baru, gdzie właśnie usiedli dwaj mężczyźni w czapeczkach bejsbolowyeh, koszulach roboczych, niebieskich dżinsach i kowbojkach. - Skąd wiesz, że to nie na ciebie leci? - Chyba stąd, że gdy spojrzała na ciebie, jej oczy mówiły „bierz mnie”. - Może tylko odgrywa przed tobą trudną do zdobycia. Sylvie uśmiechnęła się, dwaj faceci sprawdzili wynik w telewizorze, zabrali drinki, poszli do stołu bilardowego i zaczęli grać. - Nie jest w moim typie. Lubię duże blondyny z wielkimi cyckami. - Mrugnęła do Reeda. - Zawsze podobały mi się silne kobiety. - Jesteś chora. - Niewykluczone, ale nie tak chora jak rodzinka Montgomerych. Zapamiętaj to sobie. Myślę, że Hannah, najmłodsza siostra, też spotykała się z Bandeaux. Może nawet dała mu jakieś pieniądze. Nie wolno jej ruszyć funduszu powierniczego, dopóki nie skończy dwudziestu pięciu lat, ale i tak ma kupę forsy. Próbowałam z nią porozmawiać, ale jak dotąd bez powodzenia. Nagrałam się tylko kilka razy na sekretarkę. Nie jest jedyną osobą z rodziny, która miała interesy ze zmarłym. Na przykład Dickie Ray Biscayne, jeden z dzieciaków Copper, pracował dla Bandeaux. Nieoficjalnie - w papierach nie ma na to żadnego dowodu. Był gorylem tego kutasa, takim lewym ochroniarzem. - Nie spisał się najlepiej - zauważył Reed, marszcząc brwi. Coś za dużo tych związków między przeklętymi Montgomerymi i Biscayne’ami. - To gorsze niż wieczorny serial w telewizji. - Żartujesz? To gorsze niż przedpołudniowa telenowela. - Morrisette dokończyła kanapkę, drużyna Redsów zdobyła punkt, a mężczyzna przy barze zaklął i zamówił kolejne piwo. Drzwi baru otworzyły się i do środka wparowała Diane Moses. Idealna fryzura i jak zawsze surowy wyraz twarzy. Spojrzała w ich kierunku. - Popatrz, ale mamy szczęście! Może nasza ekspertka badająca miejsca zbrodni rzuci światło na sprawę. Morrisette pomachała. Diane skinęła głową, zatrzymała się na chwilę przy barze, wzięła kieliszek wina i podeszła do ich stolika.
niedaleko placu Jacksona, który przetrzymał niszczycielski huragan Katrina. Jakiś czas temu
notatkami. Koncentrował się na informacjach uzyskanych od Shany McIntyre. Powiedziała
kluczyki.
– To czeka cię zmiana.
Nasłuchiwał.
O1ivia najchętniej odparłaby: „Wręcz kwitnąco”, ale w ostatniej chwili ugryzła się w

- Wcale nie jestem pewna, że lepiej - upierała się Sylwia. - Ale jeśli

ale potem o tym zapomniał.
Hayes czuł ciężar dochodzenia. Od śmierci bliźniaczek minęło zbyt dużo czasu. Trop
Nic jej nie grozi, towarzyszy jej zaufana policjantka. Uspokój się.

Chcąc dostać się od środka, obszedł teren, świecąc latarką na ogrodzenie. Poruszał się

penetrująca wnętrze skąpego różowego topu, wysunęła się stamtąd i
- Przypuszczam, że uciekając, nie zabrałaś jej ze sobą?
- Po prostu chcę, żeby wreszcie coś się stało - marudziła Imogen.

przemknęła osiemnastokołowa ciężarówka. – Może nasz morderca nie tyle morduje

Nagle, po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczyła przed sobą jasno
- Uściślijmy: najpierw to ty nie chciałeś się ode mnie odczepić.
— Lecz oboje wiemy, że jest między nami coś o wiele